POCZĄTEK

Jesień. Z tego co pamiętam, w Warszawie było już całkiem szaro. Siedziałam w małym antykwariacie z tysiącami książek, w powietrzu unosił się ten charakterystyczny zapach starego drewna. Przeglądając kolejne pożółknięte już okładki, szukałam czegoś co zajmie mi długie zimowe wieczory. Wtedy nie byłam jeszcze świadoma, że to właśnie tutaj znajdę książkę, która okaże się maleńkim ziarenkiem tak mocno kiełkującym w mojej głowie. To ziarenko miało całkiem dobry grunt, bo moje początki to czas wczesnego dzieciństwa, właściwie mam wrażenie że od zawsze miałam styczność z procesem powstawania ubrań. Najmłodsze lata spędzałam na obserwowaniu magicznego świata babci- mistrzyni drutów i szydełka oraz mamy z pasją szyjącej na maszynie.

Mama lovlin tworząca słynne opaski - turban

To właśnie one uczyły mnie jak radzić sobie z drutami, często razem tworzyłyśmy ubranka dla lalek. Już jako mała dziewczynka rysowałam swoje pierwsze ubrania, uwielbiałam zabawę w architekta. Nigdy mi się to nie nudziło. Dalej moja ścieżka zawodowa potoczyła się zupełnie naturalnie, skończyłam liceum plastyczne, później studia na ASP, na Wydziale Tkaniny i Ubioru. Marzyłam aby moja przyszłość była związana ze środowiskiem pełnym kreatywności. Po zakończeniu nauki, projektowałam dla BOHOBOCO. Było to niesamowite doświadczenie, z którego wyniosłam ogromne pokłady wiedzy. Jednak w tę szczególną warszawską jesień znalazłam książkę o ziołach Ojca Klimuszki.

Jednym z jej podrozdziałów był ubiór, w którym autor wspominał o wpływie naturalnych materiałów na nasze ciało. Wyjaśniał jak bardzo powinniśmy zwracać uwagę na to co nosimy. Właśnie wtedy to małe ziarenko zaczęło kiełkować w mojej głowie. Coraz częściej zastanawiałam się nad rolą materiałów, które nosimy na sobie każdego dnia. Zakochałam się w lnie, wokół którego zaczęły krążyć moje myśli.

Ziarenko kiełkowało mocniej. Wtedy zauważyłam, że w Polsce nie ma lnianych ubrań podkreślających kobiece piękno i kształty. Ta tkanina była raczej kojarzona z nudnymi, workowatymi sukienkami bez wyrazu. Tak oto wykiełkował pomysł na założenie własnej marki z lnianymi ubraniami.

Wtedy len nie był jeszcze tak popularny jak teraz, dlatego bałam się, że nikt nie doceni jego szlachetności i całego mnóstwa zalet jakie odkryłam i chciałam przekazać dalej. Mimo to, opowiadając mamie o moim odważnym pomyśle miałam wyraźne przeczucie, że to właśnie mój czas i dam radę. I tak dzisiaj możecie oglądać piękny kwiat jaki wyrósł z tego małego ziarenka - lovlin.

LOVLIN

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów